Wygrali liczniejsi..
Blisko 40 zawodników Lions, Częstochowa powitała ładnym i dobrze przygotowanym Stadionem Miejskim Raków. Niestety zaledwie 26 „Świętym” przyszło bronić swojego miasta. Taki widok nie mógł napawać optymizmem kibiców miejscowej drużyny, gdyż wiadomo było, że część zawodników zmuszona będzie grać w więcej, niż w jednej formacji.
Dodatkowo wysokie zwycięstwo gliwiczan z faworyzowanymi Knights, stawiało beniaminka w trudnej sytuacji. Lions przyjechali bowiem udowodnić, że poprzednia wygrana nie była dziełem przypadku. Pomimo wysokiej przegranej zawodnicy z Częstochowy nie mogą się jednak wstydzić – podczas sobotniego meczu pokazali, że drzemie w nich duży potencjał.
Na początek: mocne uderzenie
Kick-off otwierający mecz odbierali gliwiczanie i to właśnie oni zaczęli ofensywną serię zagrań. Formacja ta konsekwentnymi biegami szybko znalazła się blisko pola punktowego rywali i tu po raz pierwszy obrona Saints pokazała, że stać ją na twardą grę. Najpierw Daniel Baniak dwukrotnie powstrzymał skuteczne dotąd biegi gości, następnie Kamil Cichy powalił już za linią boczną boiska rozgrywającego Lwów, Marcina Kaźmierczaka. Ten tak niefortunnie upadł na kolano, że pozostałą część spotkania spędził w miejskim szpitalu. Próbę zdobycia 3 punktów ,Święci skutecznie utrudnili blokując kopnięcie. Na boisku pojawił się atak gospodarzy.

Na błędy beniaminka, obrona Lions nie musiała jednak długo czekać. Już drugi snap został źle wykonani, co bezwzględnie wykorzystał Sławomir Podbioł odzyskując piłkę na 27. jardzie od pola punktowego rywali. Takiej niespodzianki nie zmarnowała ofensywa. Zastępujący Kaźmierczaka, zazwyczaj biegający z piłką, Paweł Klawender, już w drugiej próbie rzutu znalazł wolnego Tomasza Olczka, który mógł zaliczyć pierwsze w tym sezonie przyłożenie.
Kolejna seria ofensywy Saints, była dłuższa od poprzedniej jedynie o… jeden snap. Już w trzeciej akcji podanie Michała Chochlińskiego przejął Krzysztof Kozdrowicz. Ofensywa pod wodzą Chochlińskiego nie miała zbyt dużo czasu na omówienie tego co działo się na boisku, gdyż drugie przyłożenie tuż po wejściu na boisko zdobyli Lions, po skutecznej 31-jardowej akcji typu revers, którą uwieńczył ponownie Tomasz Olczek.
Mission Impossible
Defensywie Saints, mimo stosunkowo łatwo oddawanych punktów, trzeba oddać jedno – gry nie ułatwiała im ani własna formacja ofensywna ani formacje specjalne. Jedynie pod koniec drugiej kwarty atak Świętych przedarł się na połowę gliwiczan. Powróćmy jeszcze na początek tej kwarty - piłkę po błędzie punt returnera na 15 jardzie odzyskuje Tomasz Olczek, by chwilę później, po 4-jardowym biegu, Błażej Paździor mógł dopisać na konto Lwów kolejne 6 punktów.

Michał Chochliński nie będzie mógł zaliczyć tego meczu do udanych. Kolejną serię ofensywną zakończył ponownie przechwytem, piłkę oddając rywalom na 27. jardzie własnej połowy. Tym razem jednak Saints uratował Mateusz Słowiński, który odwdzięczył się rywalom przechwytując podanie Pawła Klawendera. Zdaje się, że to otrzeźwiło Chochlińskiego, który wspierany świetnie dysponowanym tego dnia Jackiem Wróblewskim, w kolejnej serii doprowadził swoją drużynę na odległość, z której Bartosz Aulak mógł się popisać dokładnym 40-jardowym kopnięciem. Dało ono pierwsze i jak się miał później okazać, ostatnie punkty dla gospodarzy spotkania.
Jeszcze przed zakończeniem pierwszej połowy, głodni zdobyczy punktowych gliwiczanie, próbowali wykorzystać zwrotność Tomasza Sobonia. W dwóch akcjach, będących ozdobą tej połowy, zdobył on 71 jardów, jednak błąd snappera w kolejnym zagraniu zniweczył cały wysiłek i Lwy schodziły na przerwę z „jedynie” 16-punktową przewagą.
Festiwal strat
Taka różnica punktowa nie może do końca zdeprymować. To w końcu tylko dwa przyłożenia, zakończone co prawda dwupunktowymi podwyższeniami ale nadal dwa przyłożenia. Kilka kolejnych minut pokazało jednak Świętym jak bolesna potrafi być rola nowicjusza w lidze. Pierwsza akcja ofensywna gospodarzy w drugiej połowie, próba zmyłki, strata piłki i ostatecznie łatwe oddanie 8 punktów po zdobyciu przez Lions zaledwie 30 jardów. Grać jednak dalej trzeba, w końcu około 500 widzów nie przyszło na spotkanie po to, by oglądać jak w połowie meczu poddaje się drużyna z ich miasta.

Piłka po wykopie trafia do dość zaskoczonego zawodnika pierwszej linii blokujących, który po otrząśnięciu się próbuje pobiec w stronę pola punktowego rywali. Próba ta kończy się kolejną stratą piłki na rzecz przeciwnika. W tym spotkaniu błędów nie uniknęli też zwycięzcy. Goście mieli duże problemy z wprowadzaniem piłki do gry. Wydaje się, że Paweł Klawender nie ćwiczył dużo tego elementu gry, gdyż wiele piłek łapał wyciągając się jak struna. Na domiar złego, rozgrywający gliwiczan kilkukrotnie musiał gonić za piłką, która przeleciała nad jego głową. Te podstawowe błędy nie utrudniały jednak zadania ofensywie Lwów. Czwartą kwartę goście rozpoczęli z 30-punktowym prowadzeniem.
Czy to rozluźnienie takim stanem rzeczy, czy też zbyt małe zgranie Pawła Klawendera ze skrzydłowymi spowodowały to, że jedna z nielicznych akcji podaniowych Lions zakończyła się kolejną stratą – tym razem piłkę przechwycił Maciej Konarski. Ofensywa Saints nie potrafiła jednak wykorzystać szansy. Grający z akcji na akcję coraz lepiej Michał Chochliński z każdą akcją pewniej posyłał piłki do swoich kolegów. Błąd popełnił tym razem Damian Stypka, który już po złapaniu podania stracił piłkę na rzecz przeciwników.
Wpisując się w charakter tej połowy, obfitującej w straty, również Lions chwilę później stracili piłkę po złym snapie. Przyłożenie dla Saints wisiało w powietrzu. Brakowało zaledwie 22 jardów. Gospodarze nie mieli w tym meczu lepszej szansy na akcję sześciopunktową. Ponownie na wysokości zadania stanęła defensywa Lions zmuszając przeciwnika do odkopnięcia piłki. W takiej sytuacji atak gości prawie do końca meczu kontrolował przebieg gry, decydując się na raczej krótkie biegi. Kropkę nad i postawił Paweł Klawender, który po 1-jardowym biegu zdobył ostatnie przyłożenie tych zawodów.
Wydaje się, że Święci z Częstochowy mogą w obecnym sezonie mieć spore problemy z racji skromnych kadr. Krótka ławka rezerwowych przekłada się na zmęczenie podczas meczów, a wtedy o pomyłki nietrudno. To co jest teraz najcenniejsze dla Saints to możliwość zdobywania doświadczenia. Może to zaprocentować już w przyszłym sezonie.
Wyrastający na faworyta Grupy Południowej PLFA II Lions, popełniają nadal zbyt dużo błędów. W walce o play-off mogą one zostać bezwzględnie wykorzystane, szczególnie przez doświadczonych rywali.
Saints Częstochowa - Gliwice Lions 3:39 (0:13, 3:6, 0:14, 0:6)
I kwarta
0:7 przyłożenie Tomasza Olczka po 12-jardowej akcji po podaniu Pawła Klawendera (podwyższenie za jeden punkt Marcel Kramarczyk)
0:13 przyłożenie Tomasza Olczka po 31-jardowej akcji biegowej
II kwarta
0:19 przyłożenie Błażeja Paździora po 4-jardowej akcji biegowej
3:19 40-jardowe kopnięcie z pola Bartłomieja Aulaka
III kwarta
3:27 przyłożenie Dawida Krawczyka po 9-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za dwa punkty Paweł Klawender)
3:33 przyłożenie Pawła Klawendera po 1-jardowej akcji biegowej
IV kwarta
3:39 przyłożenie Pawła Klawendera po 1-jardowej akcji biegowej
Mecz obejrzało 500 widzów.
